niedziela, 30 marca 2014

Zawsze bujałam się (i bujam) ze swoim wyglądem, swoimi kompleksami i nawet jako 16-latka nie umiem spojrzeć na siebie łaskawszym okiem i znaleźć gdzieś pod tymi włosami, tą parą oczu coś, co można wziąć w ręce i pokochać jak małego szczeniaka. Jakoś cokolwiek, co chwycę wzrokiem jest wybitnie brzydkie, zdeformowane, dziwne jednym słowem paskudne i nie do zaakceptowania. Choć czy takie myślenie rozwiązuje mój problem? Nawet go nie ugłaszcze, a co dopiero wesprze czy przytuli! 


Jakoś prowadząc poprzednie blogi miałam taką tendencję by zaraz wypisać w 10 ewentualnie 160 podpunktach - jak polubić coś tam, a przy sprzyjających wiatrach nawet zmienić (co wiem, że nie zawsze pomaga). I nie zrobię tego, bo po pierwsze: na każdym lepszym, gorszym blogu jest wiele koncepcji na wyleczenie kompleksu (mi guzik dały), po drugie: wątpię by ktoś, kto napisał coś mądrego i inspirującego na góra 2 minuty nieustannie był świadom swojej wartości i akceptował każdą cząsteczkę swojego ciała, nie ma takich osób, każdy ma jakieś problemy ze sobą, nawet faceci (choć zanim otworzyłam do nich gębę to myślałam, że to ludzie-mury (nic nie ruszy ani wiatr ani grom, nic!!) choć co roku widzę kilkudziesięciu panów (zawsze jak widzę takich kolesi to wyliczam w którym mogą być miesiącu i po kształcie brzucha oceniam czy to chłopiec, a może połknięta beczułka piwa). 

Jak Ty sobie radzisz ze sobą? Dałbyś lajka zdjęciu swojemu zdjęciu?